|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
1% podatku dla Blondyny
Blisko Boga
By chwilę się zadumać
Coś dla podniebienia
Dorośli z SMA
Dzieciaki
Fotorelacje
Franciszkanie
Fundacja Alteri
Fundacja Mały Piesek Zuzi
Gabinet Marty
Klikamy dla dzieci
Kontakt
Literacko
Materiały filmowe
Miejska Biblioteka Publiczna w Tychach
Moje miasto
Moje publikacje
Na smutki i smuteczki
Najpiękniejsze pazurki w mieście
Napisali o nas
Pozytywnie
Psy
Szkolenie psów
Tęczowy Most
Warszawa
Z pasją
Tagi
|
niedziela, 29 stycznia 2012
Odnotowano
"Dziennik Zachodni", relacjonując spotkanie Piaska z fanami w katowickim Empiku, odnotował: "Pojawiła się też Magdalena Kulus, niepełnosprawna pisarka, która podarowała Piasecznemu swoją książkę Blondyn i Blondyna". Nic się nie ukryje!;) (zdjęcie rozmazane, bo nasz aparat do niczego, ale radochę widać :)
sobota, 28 stycznia 2012
Fachowiec od pyska
Mieliśmy z Igorem sporo szczęścia, bo trafiliśmy na dwóch fachowców od psich pysków. Pierwszym była Ela, nasza znajoma z Fundacji Alteri. Altura, jej sunia, ostatnio miała operowany pysk, więc Ela ma doskonałe rozeznanie w temacie. Jestem jej niezmiernie wdzięczna, że wszystko mi dokładnie opowiedziała i pomogła podjąć decyzję o wizycie w krakowskiej klinice "Arka". Bo w sumie to zupełnie nie wiedziałam, co z tym Ajkim zrobić i gdzie z nim jechać - bałam się, że trafimy na "fachowców", którzy tylko mu zaszkodzą. Nie mam zaufania do weterynarzy - podobnie zresztą jak do lekarzy. "Arka" - zaprzyjaźniona z Fundacją, polecona przez Elę i Alturę, która po zabiegu czuje się wyśmienicie - wydawała się wiarygodna. I faktycznie - opieka naprawdę dobra, specjaliści solidni i rzetelni, a do tego fachowiec od psich pysków - doktor Gawor, który traktuje mojego psa jak pacjenta, a nie jak milutkiego futrzaka. Nie wyobrażam sobie, co by było, gdybym się nie zgadała z Elą i szukała po omacku albo jechała na wariata, w tym śniegu do Wrocławia, gdzie jest największa klinika dla zwierząt. I nie chcę myśleć, jak Ajki by się męczył, gdyby Doktor nie zaproponował szpitala i badań.
piątek, 27 stycznia 2012
Uffff
Na wieść o tym, że zmiana Ajkiego nie jest zmianą nowotworową, wszyscy pisali mi smsy o jednej treści: "Ufff". Bo wielkie to było "ufff", a nastąpiło dopiero wczoraj. Jednak czeka nas jeszcze sporo nerwów, bo zmiana jest w newralgicznym miejscu - nieopodal tętnicy szyjnej, ucha i nerwu twarzowego. Coś trzeba z nią zrobić. Coś. Co, nie wiadomo - musimy jechać do Wrocławia, tam czeka nas tomograf, a następnie wizyta w Krakowie, konsultacja i decyzja. Jeszcze nie wiem, jak to zorganizuję, ale jakoś na pewno. Mamy silną grupę wsparcia - tej grupie - opiekującej się Ajkusiem i mną w ostatnich dniach bardzo dziękuję! Tymczasem po głowie kołacze mi się "uf uf uf". Bo chorowanie Blondyna gorzej na mnie wpływa niż moje własne chorowanie - jakiekolwiek. Dlatego od wczoraj mam "wakacje" - od myślenia, od martwienia się, od kombinowania. W związku z tym, że nastąpiło wielkie "uf" nawet zaaplikowałam sobie kilka m&msów, a dzisiaj zjadłam kawałek kurczaka z "KFC" i skubnęłam frytek. Byłam też na spotkaniu z Piaskiem w katowickim Empiku - Pan Organizator tym razem spisał się wyśmienicie, załatwił ochroniarzy do wnoszenia po schodach i usadowił mnie w pierwszym rzędzie. Było super! "Wakacyjnie" dostałam też urlop - część spędziłam zakopana w notatkach (bo praca nad doktoratem wrze, dlatego chwilowo żadnej książki nie będzie), a część na odpoczywaniu. Wielkim odpoczywaniu. Jutro kontynuuję "wakacje" - idę na Wieczór Uwielbienia i na nocne szanty do Browarium. Muszę się zresetować. Igor tymczasem miewa się dobrze, jutro zdejmujemy szwy, wciąż jednak jest pytanie, kto i w jaki sposób złowi Igorowe siuśki, bo musimy zrobić badania kontrolne. Chyba Jan, bardzo u nas ostatnio popularny. - Kto idzie wieczorem z Ajkim na spacer? - Ja nie. - Jaaaaaaaaaaaaaaaaanieeeeeee, weź no smycz i wyprowadź psa! Hehehehe Uwielbiam Jana za jego uniwersalność. Bo często się też pojawia przy pytaniu, kto zatankuje auto i zapłaci za weterynarza. Blondyn tymczasem w coraz lepszej formie i z coraz większym apetytem, ale Doktor mówi, że to stan chwilowy, utrzymywany lekami. Odstawimy leki - problem wróci. Najważniejsze jednak, że to nic okropnego na literę "r". Ze wszystkim innym na pewno sobie poradzimy. W imieniu Ajkiego dziękuję za trzymanie kciuków - przyniosło efekty!:)
środa, 18 stycznia 2012
Jak się czuje Igor?
Igor przyjechał głodny. I to mnie bardzo ucieszyło. Ma założone szwy, bo zmiana jest w takim miejscu, że musieli go ogolić i rozciąć :( Przyjmuje antybiotyk (łagodniejszy niż poprzedni), bo to, co go bolało oprócz pyska, to pęcherz. Dostaje leki przeciwzapalne i przeciwbólowe. W nocy spał jak suseł. Rano trochę go oszukałam, zabrałam (jak zwykle) na siku i zostawiłam u Mamy w kiosku, żeby nie widział, że jadę do pracy bez niego - dzisiaj był na to za słaby, ale Doktor mówi, że jak tylko będzie się dobrze czuł, mogę go zabierać. Niby wszystko jest w porządku, Ajki odzyskuje siły, już kółeczka robi i kombinuje na własną łapę, bo ja od niego nic nie wymagam. To dobry znak. Ale niepokoi mnie oko - po tej stronie, gdzie jest zmiana w pysku. Jest mniejsze, przekrwione. Dzwoniłam do Doktora, mamy mu to oko zakrapiać i obserwować. Igor jest bardzo dzielny. Podobno tylko po narkozie był zdenerwowany, może nie pamiętał, gdzie jest? Wybudził się gwałtownie. W szpitalu spał na podłodze, nie w klatce. I w menu były jego chrupki, więc pierwsza klasa, bo wiadomo - chrupki dla Igora to podstawa :). Wielka wyprawa, wielkie serca
Do Krakowa pojechaliśmy z Kubą. Kiedy do mnie przyszedł, akurat zaczęło sypać. - Kuba, jeśli chcesz się wycofać z tej wyprawy, to ja to zrozumiem - powiedziałam mu, bo sama specjalnie sobie nie wyobrażałam, jak w takich warunkach pojedziemy. Ale Kuba nie odpuścił. Dojechaliśmy na styk, Doktor, z którym się umawialiśmy, czekał na nas, chociaż właściwie powinien iść do domu. Jechaliśmy i jechaliśmy - dwie godziny, a jak wieczność. Kuba miał tam ze mną trzy światy, bo na wieść o tym, że Ajki ma zostać, trochę się posypałam - tłumaczył mi więc, że to naprawdę najlepsze wyjście, pomógł mi podjąć decyzję, a na koniec dziękował Doktorowi, bo ja - widząc Ajkiego, który nie chciał pójść z Personelem Szpitala (okropne!) i cały czas się na mnie oglądał (...) - oniemiałam. Słowa nie umiałam wydusić, a po zamknięciu drzwi kliniki to już w ogóle. - Kuba, on teraz pomyśli, że ja go tam zostawiłam na pastwę losu, z tymi biednymi, chorymi pieskami... - Coś ty, on raczej znienawidzi mnie, bo jak przychodzę, to zazwyczaj wychodzimy bez niego, a dzisiaj go wywiozłem na koniec świata - pocieszał mnie Kuba. Potem musiałam poleżakować w aucie, chwilę odpocząć, wypić herbatę, uspokoić się - i dopiero jechaliśmy z powrotem. Droga była dużo lepsza. Trudno wyrazić, jak bardzo jestem wdzięczna Kubie. Kuba jest naszym bohaterem - bo jego decyzja, chęć pomocy, opieka i gotowość pozwoliły Igora szybko dostarczyć w dobre ręce i zacząć diagnozować problem. Igor ma ogromne grono sympatyków - pisało i dzwoniło do mnie mnóstwo osób. Wszystkim dziękuję, kiedy wrócił do domu, opowiedziałam mu o Waszej pamięci i wsparciu. Dla mnie to też ważne, że jesteście. Dziękuję też Tym, którzy zgłosili chęć pomocy finansowej - przyznam, że sama chyba nigdy bym nie odważyła się o taką poprosić i cenne jest dla mnie, że zgłosili się chętni pożyczyć nam pieniądze. Sam pobyt w klinice kosztował 1400 zł - do tego koszty wizyty u tyskiego lekarza, chrupki, które właśnie się skończyły i benzyna - prawie 2000 zł w kilka dni. Zorganizowanie takiej sumy z dnia na dzień nie jest prostą sprawą, więc dziękujemy! Jednak...
Wielokrotnie słyszałam takie historie, ale nie sądziłam, że przytrafi się nam. Tempo akcji było oszałamiające - Igor w szpitalu - Igor prześwietlany - wykryta zmiana w okolicy kości skroniowej - telefon z pytaniem, czy robimy biopsję - biopsja - Igor wybudzany - Igor w domu. A ja w domu z trzęsawką wewnętrzną, zapłakana (Mama: "Ogarnij się, bo wyglądasz jak alkoholik"). Trochę mnie sytuacja przerosła. Wyniki za dwa tygodnie. Dopiero.
poniedziałek, 16 stycznia 2012
... i w TVN
A jutro Igor w TVN - rano (między 8.30 a 11.00) w ramach programu "Zielone drzwi". Kto zaśpi (albo jest w pracy) będzie mógł zobaczyć materiał w internecie. Tym razem to Ajki był operatorem kamery (jak widać było w konkursowej fotce), więc pewnie będzie to reportaż wyjątkowy. Igor w szpitalu
Igor musiał zostać w szpitalu, bo nie wiadomo, co mu jest. Będzie miał robione badania i pochyli się nad nim nie tylko fachowiec od pysia, ale też kardiolog i internista. Jest mu chyba lepiej, bo telefonicznie dowiedziałam się, że zjadł kolację. Pomyślcie o nim ciepło, bo wesoło mu tam nie jest. Mnie też nie. Decyzja o pozostawieniu go w szpitalu była bardzo trudna. Ale innego wyjścia za bardzo nie miałam. Jutro napiszę więcej. Dziękuję wszystkim, za ciepłe myśli, słowa, smsy i telefony, bo bardzo nam dzisiaj były potrzebne.
niedziela, 15 stycznia 2012
Zagadki
Ostatnio zamieściłam zagadkę fotograficzną na naszym profilu facebookowym, ale nikt nie zgadł, więc tym razem mały konkursik na blogu (żeby atmosfera zrobiła się tu nieco lżejsza). Pytanie: Co Ajki ma zamontowane na plecach i w jakim celu? Żeby zdobyć NAGRODĘ (którą pewnie będzie nasza książka z autografem, a jeśli ktoś ma i drugiej nie chce, to dostanie widokówkę z Ajkusiem), wystarczy odpowiedzieć na pytanie (wyczerpująco!). Uwaga, w konkursie nie mogą uczestniczyć osoby, które nas znają osobiście, bo o sytuacji z fotki sporo opowiadałam tu i ówdzie. Zapraszam do zabawy. Jestem ciekawa, czy ktoś zgadnie :) Jest źle
Niestety, leki Igorowi nie posłużyły - coś go boli (brzuch? nerki?), a weterynarz mówi, że nadal mam mu je dawać (!). Z pycholem coraz gorzej, pierwszy raz w życiu Blondyn odmawia jedzenia. Kto go zna, wie, o czym ten fakt świadczy - jest źle. Jutro jedziemy do kliniki w Krakowie - kliniki, w której były leczone fundacyjne psy, a także operowano Alturę. Tam przyjmuje znawca psich pycholi i kilkunastu innych specjalistów. Śniegu po pachy, ogólnie nie jest to najlepszy czas na wycieczki, ale trudno. Zgodził się z nami jechać Kuba, może jakoś się doturlamy. Jak się Kubie odwdzięczę - jeszcze nie wiem, a ta wyprawa to będzie prawdziwa PRZEPRAWA. Proszę o trzymanie kciuków za tę eskapadę, a zwłaszcza za Ajkusia, bo naprawdę czuje się fatalnie. |