|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
1% podatku dla Blondyny
Blisko Boga
By chwilę się zadumać
Coś dla podniebienia
Dorośli z SMA
Dzieciaki
Fotorelacje
Franciszkanie
Gabinet Marty
Klikamy dla dzieci
Kontakt
Literacko
Materiały filmowe
Miejska Biblioteka Publiczna w Tychach
Moje miasto
Moje publikacje
Na smutki i smuteczki
Napisali o nas
Pozytywnie
Psy
Psy asystujące
Stowarzyszenie Osób Chorujących na Rdzeniowy Zanik Mięśni
Szkolenie psów
Wspierają Igora
Z pasją
Tagi
|
środa, 09 maja 2012
Wyskoki emeryta
Igor wie, że niektórych rzeczy się nie robi, a na niektóre da się przymknąć oko. Na przykład ujdzie, jeśli wskoczysz do jeziora, chociaż wyraźnie cię odwołują. To jest do przejścia. Natomiast stanowczo nie wolno wskakiwać do śmierdzącego, wodnistego błota. To jest zakazane. I naprawdę dawno mu się to nie zdarzyło. Dzisiaj bawili się z Egonem nad jeziorem i nagle, w mgnieniu oka znaleźli się w owym błocie - głębokim i takim naprawdę prawdziwie błotnym. Inicjatorem akcji był... Igor, jakby chciał powiedzieć, chodź młody, pokażę ci coś naprawdę fajnego. Dwa goldeny w błocie są nie do opanowania. Biegali wzdłuż niego, otrzepywali się i zjeżdżali z brzegów - mój asystent z błyskiem w oku. Nie dziwne, na emeryturze jest, wybaczone mu będą wyskoki, a też pozwolić sobie na więcej teraz może. Był szał. I okropny smród, gdy udało nam się ich wydostać. - Jak się nie ruszają, to jest całkiem spoko - stwierdziła znajoma, która była u nas tuż po tym spacerze. Nie mam pojęcia, jak teraz oduczę Egona dzikich harców w błocie. W końcu Wujek wie, co dobre ;)
środa, 25 kwietnia 2012
Z podróży
W końcu pojechaliśmy na Ruinkę. To była pierwsza tego typu podróż Egona, zastanawialiśmy się, jak się będzie zachowywał i co zrobić, by on nie zrobił z wrażenia siku. Sprawy fizjologiczne były więc tematem przewodnim. *** Jedziemy. Karola, Mama i ja śpiewamy piosenkę "Anna Maria". Tata: - Ten pies się zleje! Ten pies się zleje! Przecież wyjecie jak barany! *** Karolina do Egona: - Połóż się, bo za dużo emocji. Naoglądasz się ruchomych domków i będzie! *** Ja do Igora: - Igor, nie ciśnie cię coś? Bo masz minę, jakby cię cisnęło. - Na pewno nie, robił przed wyjazdem - zapewnia mnie Karola. - Ale ja miałam na myśli pasy...
Egon i Karolcia, moja kuzynka, w trasie, czyli na tyłach Bydlaka :) P.S. Dodam jedynie, że Egon nas zaskoczył i zwymiotował. W sumie nic dziwnego - Igorowi to podobno też się zdarzało w samochodzie, gdy był mały. A w drodze powrotnej spał niczym niemowlę.
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Warta Goldena dla Blondynów
Jak wspominałam - Fundacja Warta Goldena zbiera środki na leczenie Ajkusia i szkolenie Egona. Akcję tę rozpoczęła Dorota, gdy ja byłam w amoku - tzn. gdy dostałam diagnozę Igora. Moje zdumienie było ogromne, bo okazało się, że w kilka dni zebrano ok. 4 000 zł. Dziękujemy Dorocie :). Dziękujemy wpłacającym :). Dziękujemy fachowcom z Fundacji Warta Goldena, z Alteri i z Wesołej Łapki, którzy nas wspierają na różne sposoby.
Arkowi Truszkowskiemu serdecznie dziękujemy za sesję zdjęciową i wykonanie plakatu. Was, drodzy Czytelnicy, prosimy o rozpropagowanie tego apelu i posyłanie dalej :) Szkolenie Egona właściwie trwa odkąd otworzył oczy;), ale spotkania z trenerem rozpoczniemy najprawdopodobniej jeszcze w tym tygodniu.
sobota, 07 kwietnia 2012
Wielkanocnie rozpieszczeni
W tym tygodniu jesteśmy cały czas rozpieszczani. We wtorek zostałam zaproszona do mojego byłego liceum na spotkanie z uczniami. O, jak miło było odwiedzić stare kąty! Spotkanie odbywało się dokładnie w tej sali, w której kiedyś, w zamierzchłych czasach mej młodości ;) przez przypadek pstryknęłam plastikowym mieszadłem do kawy w nauczycielkę. Nikt tego nie zauważył, nawet sama zainteresowana, bo mieszadło śmignęło obok jej głowy, a ja siedziałam w pierwszej ławce i omal nie udusiłam się z powstrzymanego śmiechu. Dostałam wówczas kompletnej głupawki, uśmiechałam się do siebie, do tablicy i do zeszytu, bo co rusz przypominało mi się, jak to mieszadło leciało, a właściwie jak wystrzeliło z moich palców. Na pewno wyglądałam na niezrównoważoną. Na szczęście nie myślałam o tym incydencie za dużo, spotkanie przebiegło zgodnie z planem. Było wzruszająco, niektóre nauczycielki ocierały łezkę z oka, było też uroczyście - pojawiły się Panie Dyrektorki, przede wszystkim zaś było sympatycznie i miło! Dziękuję Profesor M. za zaproszenie i zorganizowanie spotkania. Dostałam piękne kwiaty, był czas na wspomnienia i pogaduszki z nauczycielkami. Towarzyszyły mi wolontariuszki, których już nikt tak nie nazywa, rodzinnie mówimy o nich - dziewczynki lub pszczółki :) Ewa i Kasia opiekowały się mną i czuwały, bym nie odczuwała nieobecności Ajkusia, który już publicznie nie występuje. Było tak miło, że aż nie chciało się wychodzić! Tymczasem w domu czekała na mnie przesyłka - dostałam kartkę od krzysiowej rodziny, a także dzieło samego Krzysia z dedykacją na odwrocie! Bardzo wzruszająca niespodzianka - dziękuję! Obrazek stanowi część mojej wielkanocnej dekoracji i prezentuje się fantastycznie. W środę otrzymaliśmy w prezencie swojską szynkę - dzieło Dziadka Edka. Dziadek nie nasz, tylko zaprzyjaźnionej z nami goldenki Mirki, miłośnik psów. Po dniu spędzonym z Dziadkiem Edkiem Mirka śpi tak, że nie budzi jej nawet mięsiwo położone koło pyska. Kiedyś się śmiałam, że wypożyczymy Dziadka Edka wraz z ogródkiem w celach rekreacyjnych. Ja dostałam szynkę w siatce, a Igor w woreczku i natychmiast ją zjadł :D Dziękujemy! Tego samego dnia rodzinnie otrzymaliśmy robione przez Ciocię Krysię serwetki :) Piękne, dzisiaj nam ozdabiały święconkę. Pozdrawiamy Ciocię :) W czwartek w biurze odwiedził nas mały Gaweł, który przyniósł kosteczki dla piesków. Ajki kosteczek już nie gryzie, ale memła je sobie i lubi MIEĆ (spać z nimi i pokazywać gościom), radość więc była wielka. A poza tym Blondyn od razu wypiął pierś (i brzuch) do głaskania, pokazywał też, jak przybija żółwika i wyrzuca śmieci, prosi, kłania się. Bardzo był zadowolony, że ma jakąś publiczność, taki jest chłopak nastawiony na pracę i robienie CZEGOŚ. Próbuję oszczędzać ten jego pysk, ale on bardzo chce i lubi ćwiczyć. Ostatnio więc klikamy sobie, jak za starych, dobrych czasów. Po powrocie do domu kosteczki otrzymał Egon i piłował, aż miło. Jednak to nie był koniec czwartkowych niespodzianek, bo przyjechała do nas Profesor M. z... ciastem daktylowym! Jeszcze go nie próbowałam, będzie na jutro. Już nie mogę się doczekać, nigdy takiego nie jadłam. Także w czwartek Dorota pojechała w naszym imieniu na konsultacje do dr Micunia - znanego, warszawskiego onkologa, u którego Ajki będzie teraz leczony. Dorotko, dziękujemy za poświęcony czas, za serce, za pamięć! Dziękujemy też Ani, która nam umówiła wizytę i skontaktowała z doktorem. Natomiast wczoraj prosto od Cioci Kasi i ekipy przybył do nas wielkiej urody miniaturowy zając z różą - przystojniak! Dziękujemy więc wszystkim za rozpieszczanie, za upominki, ciepłe myśli i rozmowy :). Czujemy się - jak to zawsze mówię - "zaopiekowani". Życzymy wszystkim naszym Czytelnikom, by mieli wokół siebie takich rozpieszczaczy, by wielkanocnie zawsze uśmiechały Wam się buzie, by wiosna była w Was, nawet jeśli za oknem szaro... :) Udanego świętowania!
niedziela, 01 kwietnia 2012
Nie ma mowy o przypadkach
Czasami mam wrażenie, że realizuję napisany dawno temu scenariusz, że wszystko z góry jest zaplanowane. I nawet jeśli specjalnie nie chcę się w niego zaangażować, to zostaję do tego zmuszona. Jakby - parafrazując Coelho - cały wszechświat się uparł, że ma być tak, a nie inaczej. Kiedyś napisała do mnie Dorota, zapraszając na Listę Miłośników Goldena. Pomyślałam sobie, że fajny pomysł, ale przecież nie mam czasu, skrzynka pełna maili, kiedy tu się na liście udzielać? Później Dorota zachęcała mnie do wzięcia udziału w goldenowej Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Zdecydowałam się w ostatnim momencie. Wówczas poznałam Basię. O tym, że jest prezesem Fundacji Warta Goldena, dowiedziałam się niedawno. Kiedy sytuacja Ajkusia zaczęła się robić poważna, zapisałam się na LMG, która jest kopalnią wiedzy. Tam poznałam Anię. Dorota i Ania trzymały mnie w pionie przez cały ten czas, kiedy szukaliśmy jakiegoś wyjścia. Mówiły mi: Magda, zadzwoń, zobacz, poszukaj, napisz, przetłumacz. Gdyby nie one, to siedziałabym, czytała te wszystkie okropności i płakała. Dziewczyny jeździły też po lekarzach z wynikami Ajkusia - zaoszczędziły nam wyprawy do Warszawy. Doroto, Aniu - dziękowałam już, ale dziękuję jeszcze raz. Nigdy się nie widziałyśmy, a tak wiele Wam zawdzięczam. Żadne słowa nie wyrażą, jak bardzo jestem Wam wdzięczna, że byłyście i jesteście z nami. W sprawę zaangażowała się też Basia, bo Warta Goldena w tempie ekspresowym rozpoczęła dla Ajkusia zbiórkę pieniędzy. Apel Doroty szybko zaistniał w sieci, rozdzwoniły się telefony, chciały nam pomóc media. Dziękuję Fundacji Warta Goldena za zorganizowanie akcji i wszystkim, którzy wpłacili dla Blondyna pieniądze - bardzo się przydają (np. ostatnio zakupiliśmy leki za 190 zł). Obecnie środki zbierane są nadal, ale zmienił się nieco cel - na leczenie Igora i na szkolenie jego następcy. Czas, by przedstawić Egona. Kiedyś pisałam, że odnalazła nas właścicielka siostry Ajkusia - Setki. Okazało się, że Setka spodziewa się maluszków. Taka okazja nie zdarza się często - szczeniaki z genami rodziny Ajkusia! Zarezerwowaliśmy małego. Egon przyszedł na świat w Wigilię. Dostałam go od hodowczyni - Ewy Goduli - na urodziny. Kiedy go odbierałam, śmiałam się, że będzie asystentem asystenta. Tymczasem okazało się, że nie ma się z czego śmiać, bo Egon faktycznie zastąpi w przyszłości Igora. Dziękuję Ewie za tak wyjątkowy prezent. Egon daje nam sporo radości i pomógł mi przeżyć te trudne, marcowe chwile.
Igor początkowo omijał ten wulkan energii, teraz od rana urządza z Egonem zapasy. Jest świetnym Wujkiem, chociaż dziwi go, jak można siusiać na podłogę i nie wiedzieć, o co chodzi w komendzie "waruj".
Fot. Arek Truszkowski
Fot. Arek Truszkowski Te dwie mordki bardzo mnie motywują. Motywuje też mnie moja praca i moje koleżanki z pracy, które są aniołami. Dziękuję kochane, za pomoc w tłumaczeniach, za daktyle i za paczaizm :), a przede wszystkim za wyrozumiałość i zrozumienie. Dziękuję też Ewie i Kasi za obecność i nieocenioną pomoc w bieganiu na spacery i do weta, a także wsparcie w opiece nad Egonem (zwłaszcza w tym momencie, gdy głównie siedziałam i płakałam). Dziękuję za wszystko Kubie (a jest za co dziękować), Adamowi, który przyjechał i został od razu zaangażowany w biegi za rowerami i targanie zakupów, a także Moni, która jest zawsze, gdy jej potrzebujemy. Dziękuję też tym, którzy cały czas konferowali ze mną mailowo - zwłaszcza Pani Profesor, Monice Szwai i Eli. Bez tych mailowych rad, dyskusji, bez tego ciepła i troski byłoby mi dużo trudniej. Dobrze jest mieć takich ludzi obok siebie. Dzięki nim i dzięki "przypadkom", które opisałam na początku, blondynowe życie dalej się jakoś turla. Kiedy patrzę, jak Ajki biega, bawi się z Egonem, wyciąga patyki z jeziora, to nie wierzę w raka. Mam nadzieję, że będę mogła nie wierzyć w niego jeszcze długo.
sobota, 31 marca 2012
Migawki z pracy
Wczoraj jedziemy sobie w pracy windą z paroma urzędnikami. Większość zachwyca się (jak zwykle :) Ajkusiem. W końcu jedna z pań mówi: - Drużyny mają swoje maskotki, a my w urzędzie mamy Igora. Hehehehe, ale by było, jakby każdy zakład pracy w Polsce miał swoje zwierzątko. Poza tym wczoraj w pracy Igor pokazał, jakim jest zdyscyplinowanym urzędnikiem i wzorcowo się zachowywał podczas ewakuacji (było podejrzenie o pożar). Trzymał się wózka, nie zareagował na strażaków (a rzucali się w oczy), nie bał się komunikatów płynących z głośników. Zachował niezmącony niczym spokój, a ja tak spanikowałam, że nawet nie zabrałam ze sobą kurtki.
środa, 21 marca 2012
...
Igor czuje się dobrze - chodzi do pracy, na spacery, biega za patykiem, jak tylko lód stopniał - wpakował się do jeziora i już miał okazję wkomponować się do kolejki po gofry, bo wiosennie otwarto budkę ze słodkościami w parku. Ale Blondyn jest chory - w jamie bębenkowej siedzi rak płaskonabłonkowy. Siedzi i rośnie, bo nic z nim zrobić się już nie da. Proponowano nam kosztowną (ponad 10 000 zł) radioterapię w Słowenii, ale po licznych konsultacjach z najlepszymi fachowcami w kraju, po wymianie korespondencji z profesorem Butinarem w Słowenii, po rozmowach, dyskusjach, czytaniu informacji z neta, oglądaniu filmików zdecydowaliśmy, że Igor zostanie tutaj, z nami. Będziemy chodzić na spacery i jeść smakołyki, mamy także w planie nurzanie się w strumykach i brodzenie w błocie. Radioterapia byłaby w przypadku Blondyna najprawdopodobniej tylko leczeniem paliatywnym, a ja nie potrafiłabym mu wytłumaczyć, dlaczego go wywiozłam do miejsca pełnego strachu i cierpienia, tym bardziej, że skutki uboczne radioterapii bywają bardzo uciążliwe i bardzo poważne. Notka dziękczynna dla osób, które bardzo nam pomagają, a przede wszystkim z nami są, pojawi się innym razem. Ale już teraz - dziękuję. Wam, drodzy Czytelnicy, dziękuję za cierpliwość. Napisanie tych paru zdań wiele mnie kosztowało. Cały czas miałam nadzieję, że jednak coś da się zrobić i opublikuję zupełnie inną notkę. Ale fakty są bezlitosne. Niestety.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Zamilknąć
Czasami jedyną formą wyrazu jest milczenie. To, co mnie ostatnio spotyka i dotyka, można unieść tylko wtedy, gdy się za dużo nie mówi. Wiem, że wszyscy nam kibicujecie i być może nie powinnam uciekać w milczenie, ale czuję, że muszę. Na jakiś czas, na chwilę, na zawsze...? Nie chcę pisać o tym, co przeczytałam w opisie Ajkusiowego rezonansu. Nie chcę pisać o kolejnej biopsji, która go czeka w najbliższym czasie. Nie chcę myśleć, co będzie dalej. Chwilowo brakuje mi optymizmu. A smutkiem dzielić się nie potrafię. Przepraszam. I za wszystko Wam - kochani Czytelnicy - dziękuję! Radio Egida
Jutro o 20.00 będę gościem w Radiu Egida - można słuchać on-line. Będziemy czytać wiersze, gawędzić i - zapewne - filozofować :) Zapraszam, by spędzić ten wieczór z nami!
niedziela, 19 lutego 2012
Florcia
Do rezonansu Ajkusia dołożyła się też rodzina Florci. Florcia jednoczy się z Ajkusiem myślami, bo też miała kiedyś guza. Była w o wiele trudniejszej sytuacji, bo jest psem schroniskowym. Na szczęście trafiła na dobrych ludzi, którzy zechcieli nie tylko przyjąć ją pod swój dach, ale też zapewnili fantastyczny byt, którego nie można nazwać pieskim życiem ;) Oto jak się wyleguje: Dziękujemy serdecznie Florci i jej rodzinie za finansowe wsparcie oraz pozdrawiamy ciepło! |