Ten blog jest o przygodach, wzlotach i upadkach oraz wspólnym życiu Blondyna i Blondyny. Blondyn to Igor, golden z Fundacji Alteri, który jest psem asystującym. Natomiast Blondyna to Megi - chora na zanik mięśni miłośniczka psów i zwierząt wszelkiej maści. Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na blogu chronione są prawami autorskimi.
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
1% podatku dla Blondyny
Blisko Boga
By chwilę się zadumać
Coś dla podniebienia
Fotorelacje
Gabinet Marty
Inspirują mnie
Kampania "Razem sprawniej"
Klikamy dla dzieci
Kontakt
Lubię i czytam
Materiały filmowe
Miejska Biblioteka Publiczna w Tychach
Moje miasto
Moje publikacje
Na smutki i smuteczki
Napisali o nas
Psy
Psy asystujące
Wspierali Igora
Z pasją
RSS
wtorek, 18 sierpnia 2015
Wolność

Tak jak Igora zżera rak, tak mnie zżera zanik mięśni - ostatnia zima nie była dla mnie łaskawa. Głosik słabiutki, kręgosłup w opłakanym stanie, szklanki i kubki coraz cięższe. Dusza wojowniczki gdzieś zginęła w prozie życia, ale z przyjściem lata okazało się, że jednak coś z niej zostało, bo pewnego dnia stwierdziłam, że pojadę do pracy autobusem. Sama. 

Kiedyś już organizowałam sobie takie wycieczki i skończyło się to spektakularną wywrotką oraz wizytą na izbie przyjęć. W sumie więc nie wiem, co mi znowu strzeliło do głowy z tymi autobusami, ale po prostu musiałam, tym bardziej, że w Tychach akurat zakupiono nowe pojazdy - bardzo komfortowe, także dla wózkowiczów.

Pierwsza samodzielna wycieczka po tak długim czasie wiele mnie kosztowała - po prostu się bałam, że np. nie utrzymam pionu na zakręcie, że ogarnie mnie niemoc, że kierowca nie wypuści mnie na wskazanym przystanku. Ale wszystko poszło jak z płatka! Okazało się, że wcale nie jestem tak słaba, jak mi się wydawało.

Mojej samodzielności sprzyjają wysokie temperatury - najlepiej funkcjonuję, gdy jest 26-28 stopni. Korzystam więc z lata i nie tylko jeżdżę autobusami, ale też pokonuję spore trasy "na piechotę". Mam nowe akumulatory, więc... wiatr we włosach, słońce i wolność! W ostatnią niedzielę odważyłam się i pojechałam autobusem na drugi koniec miasta, do teatru. Wróciłam też sama, koleżanka tylko mnie odprowadziła na przystanek i wyjaśniła kierowcy, gdzie wysiadam. 

Czasami trzeba więc się przełamać i spróbować :) Satysfakcja ogromna, a posmak "normalności" - bezcenny. Poza tym nic tak nie poprawia kondycji, jak jazda autobusem - dla zanikowców jest jak dobry rehab, w dodatku bez limitów ;)

ryzyko

grafika znaleziona w Internecie

23:19, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 sierpnia 2015
Charakter

- Magda, ale on zupełnie nie jest w twoim typie. Brody nie ma, ani dziar, ani długich włosów. Taki... normalny jest.

- Ale charakter ma w moim typie.

- A. To wiele wyjaśnia. 

Trudno powiedzieć, czy to dojrzałość, starość, czy po prostu zdrowy rozsądek ;)

23:07, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
Lek

Jakiś czas temu w bloku obok zamieszkały rozkoszne Bliźniaki, bardzo małoletnie. Nasza znajomość polega głównie na tym, że ja je gonię elektrykiem, a one uciekają, wołając: "Pani, goń nas!". Zabawa jest przednia :)

Jednak okazało się, że Bliźniaki mają głębsze przemyślenia na temat mojej osoby. Kiedyś zagadnęły mojego Tatę, zresztą bardzo taktownie, bo akurat szedł sam, beze mnie, czy bardzo jestem chora.

- Bardzo - przyznał Tata, nie owijając w bawełnę.

Nie zmartwiło ich to, tylko stwierdziły, że w takim razie Tata powinien się wybrać do apteki po lek (logiczne, prawda? :). 

- Nie ma takiego leku, niestety - wyznał szczerze (i bardzo dzielnie) Tata. 

- Na pewno jest! - stwierdziły Bliźniaki. - Musisz iść do innej apteki, chodzisz do złej! - i szczegółowo wytłumaczyły, w której aptece należy robić zakupy :D

Chciałabym być w ich wieku i TAK wierzyć. Ale kto wie. Może kiedyś mój Tata pójdzie do tej apteki, o której mówiły i faktycznie kupi lek... Bo podobno jest bardzo blisko. 

sma

fot. Fundacja SMA

00:57, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 sierpnia 2015
Wakacje

Przed chwilą zadzwonił Kuzyn, że przyjechali z dziećmi na Papry.  

- Może dołączysz do nas? - zaproponował. 

- Krzysiu, ale ja jeszcze siedzę w piżamie...

- Właśnie się zastanawialiśmy, czy już wstałaś... - przyznał. 

Haha, jak oni mnie znają. W końcu trzynasta w niedzielę to blady świt!

A Wam jak mijają wakacje? :D

13:36, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (3) »
środa, 08 lipca 2015
Chciałabym

Chciałabym tu znowu być. Coraz bardziej brakuje mi blogowania, bo jednak Facebook to nie wszystko ;) To tutaj jest bardziej epicko i swojsko, mniej tu gwaru i hałasu. 

Jeśli wrócę, blog będzie się musiał zmienić, tak jak zmieniłam się ja. Mam jednak nadzieję, że przyjmiecie tę zmianę i zaakceptujecie. Szata graficzna pozostanie, bo jest jak stary fotel - wygodna i nie do ruszenia. Trochę inne będą treści. Chyba :D

Chwilowo, już za parę dni, jadę pisać na wieś, więc znowu będzie cisza. Ale może uda się sierpniowa mobilizacja.

Moc uścisków dla wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają :*

my 

22:44, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 06 lipca 2015
...

Igor głuchnie, ja skapcaniałam, a Pani Siesicka umarła. Świat się kończy. Przynajmniej ten nasz. 

net

Fot. znalezione w Internecie

15:52, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 kwietnia 2015
Wielkanoc 2015

Nie wiem, jak u Was, ale u nas co chwilę pada... śnieg. 

Marzę o wiośnie. O słońcu. O ciepłym powiewie, bezchmurnych wieczorach, zielonej trawie i zapachu maciejki. Wykończyła mnie ta zima. 

Życzę więc Wam, drodzy Czytelnicy, wiosny, dobrego świętowania i prawdziwie wakacyjnego, beztroskiego nastroju (dokładnie takiego, jaki ma przez cały rok mój Egon :). 

bright

Pozdrawiamy spod kocyka. A nawet spod paru :D

latomyzimno

17:04, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (3) »
czwartek, 05 marca 2015
Wujek Janek

Wujka Janka widywałam rzadko, bo mieszkał w Olsztynie, ale istniał w mojej świadomości od zawsze, bo był jedynym bratem mojej Babci. 

Przystojny, mądry, do tego wojskowy - budził respekt i mój prawdziwy podziw. Dżentelmen - dzisiaj takich mężczyzn już nie ma. Cechowało go nasze rodzinne poczucie humoru, zachował je do samego końca.

Ostatni raz widzieliśmy się w wakacje 2013 - zajechaliśmy do Olsztyna na chwilę, w drodze do Stręgla. Wujkowi zależało, żebyśmy ich odwiedzili też w drodze powrotnej, ale się nie udało, bo Tata znalazł jakąś krótszą trasę, jechaliśmy jednym rzutem z Mazur na Śląsk, spieszyliśmy się... Nie przewidzieliśmy, że to może być ostatnia okazja do spotkania. 

Trudno mi uwierzyć, że już nie mam możliwości, by Go odwiedzić czy zadzwonić. Wujek Janek był od zawsze elementem mojej rodzinnej mozaiki. Dzisiaj go pożegnaliśmy - ja tylko mentalnie, bo kończę moje tradycyjne wielkopostne chorowanie, nie było możliwości, żebym wybrała się w tak daleką podróż. 

Myślę o Wujku. Na zawsze będzie w moim sercu. Pozostawił mi same dobre wspomnienia. 

wujekjanek

Z Wujkiem Jankiem. Olsztyn 2013

22:33, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 lutego 2015
Wózkiem przez miasto

To kolejna notka z tych zaległych, zresztą bardzo odtwórcza, bo jest to mój felieton, który ukazał się w październiku 2014 roku w 9 numerze Biuletynu Inicjatywy Tyskiej. Ale powinien się tu znaleźć, bo mówi o wielu ważnych dla mnie sprawach i o moim mieście, które jest bardzo fajnym miejscem do życia:)

Ponad dwadzieścia lat temu pewnego słonecznego, letniego poranka mój Ojciec wziął taczkę z cementem i wspólnie ruszyliśmy na obchód osiedla Z. Na wszystkich trasach, po których się poruszałam – dom – szkoła, dom – kościół, dom – sklep dorobił do krawężników odpowiednie podjazdy. Obszar tych wycieczek nie był duży, ale dawał poczucie samodzielności.

Nikt wtedy nie myślał o potrzebie dostosowania miasta do osób niepełnosprawnych, starszych, do matek z wózkami dziecięcymi, którym też lepiej się jeździ, gdy jest w miarę płasko i równo. Było, jak było. Jedni narzekali i zamykali niepełnosprawnych w domach, inni – jak mój Tata – działali na własną rękę, starając się dostosować i ulepszyć dla nich najbliższe otoczenie.


Te zrobione przez niego podjazdy otworzyły przede mną świat – a przynajmniej takie miałam poczucie. Poruszałam się na wózku elektrycznym, mogłam więc, jak inne dzieci, wałęsać się po osiedlu czy skoczyć na lody do najbliższego sklepu.


Dzisiaj tych podjazdów już nie ma, zniknęły podczas licznych modernizacji, remontów, przebudowy miasta. Ale nie są potrzebne, bo w Tychach systematycznie znikają wysokie krawężniki. Przy nowo wybudowanych rondach powstają płaskie zjazdy, co sprzyja także tym, którzy lubią jeździć na rowerze.


Przekonałam się o tym w minione wakacje, gdy postanowiłam samotnie przejechać wózkiem elektrycznym trasę z placu Baczyńskiego na osiedle Z. Pomysł był trochę ryzykowny, zważywszy na poziom mojej niepełnosprawności, ale każdy ma czasami ochotę na długą wyprawę bez towarzystwa. Nie zastanawiałam się zbyt długo i po umówionym spotkaniu ruszyłam do domu „pieszo". Był ciepły, sierpniowy wieczór – idealny na spacer ulicami miasta.


Faktem jest, że wybrałam nieco dłuższą drogę – taką, którą znam z podróży samochodem. Nie chciałam kluczyć osiedlowymi uliczkami, tylko trochę „dodać gazu", a wiedziałam, że to umożliwią mi nowe ścieżki rowerowe, zwłaszcza te na ulicy Sikorskiego. Jechałam więc ulicą Begonii, Harcerską, Stoczniowców i właśnie Sikorskiego.


Ta wyprawa to była prawdziwa przyjemność – wszędzie, gdzie wyremontowano chodniki, przy zjazdach praktycznie nie było krawężników. Dzięki rondom nie obawiałam się przejeżdżania przez pasy (przechodzenie przez jezdnię to dla mnie prawdziwa udręka, bo nie dość, że mam ograniczone możliwości przyspieszenia, to jeszcze wolno ruszam głową, rozglądając się, czy coś nie jedzie). Tylko w jednym miejscu na ulicy Harcerskiej musiałam zawrócić i poprosić kogoś o pomoc. Poza tym jechało się świetnie i bezpiecznie, szczególnie wspomnianymi już ścieżkami rowerowymi, na których mogłam rozwinąć wymarzoną prędkość.


Kiedy wędrowałam, myślałam o moim Tacie, który dawno, dawno temu przecierał dla mnie osiedlowe szlaki. Dzisiaj nie musi tego robić, a ja mam możliwość samodzielnego zwiedzania mojego miasta. Tychy są pod tym względem wyjątkowe – o czym wiem z relacji moich znajomych wózkowiczów, którzy w swoich „małych ojczyznach" walczą nie tylko z wysokimi krawężnikami, ale też z autobusami, do których trudno wejść niejednemu zdrowemu człowiekowi.


Na koniec warto wspomnieć o tym, że w Katowicach po sławnym remoncie Rynku na trasie kino Rialto – przystanek przy Al. Korfantego wykonano tak wysokie krawężniki, że przejazd jest dużo trudniejszy i niebezpieczniejszy niż przed podjętymi pracami. Kiedyś było nierówno, ale płasko, dzisiaj jest płasko, ale średniej mocy wózek elektryczny zawisa na krawężniku przy próbie wjazdu na chodnik. Jeśli więc remontować, to z głową, a jeśli podróżować wózkiem – to tylko po Tychach.

spacerowo

00:03, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 lutego 2015
Zrzuty

- Tato, skąd masz taki fajny długopis? - pytam, bo go sobie pożyczyłam. Jest idealny dla takiego zanikowca jak ja - lekki i cienki, pisze się rewelacyjnie, bez większego wysiłku.

- Ze zrzutów - od razu pada odpowiedź. 

Czasami brak mi ciętej riposty dla tego mojego Taty ;) Ale przynajmniej wiem, po kim mam bujną wyobraźnię :)

23:01, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »