Ten blog jest o przygodach, wzlotach i upadkach oraz wspólnym życiu Blondyna i Blondyny. Blondyn to Igor, golden z Fundacji Alteri, który jest psem asystującym. Natomiast Blondyna to Megi - chora na zanik mięśni miłośniczka psów i zwierząt wszelkiej maści. Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na blogu chronione są prawami autorskimi.
| < Wrzesień 2007 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
1% podatku dla Blondyny
Blisko Boga
By chwilę się zadumać
Coś dla podniebienia
Fotorelacje
Gabinet Marty
Inspirują mnie
Kampania "Razem sprawniej"
Klikamy dla dzieci
Kontakt
Lubię i czytam
Materiały filmowe
Miejska Biblioteka Publiczna w Tychach
Moje miasto
Moje publikacje
Na smutki i smuteczki
Napisali o nas
Psy
Psy asystujące
Wspierali Igora
Z pasją
RSS
czwartek, 27 września 2007
Blondyna bez Blondyna

Nadal jestem bez Królewicza.

Królewicz chudnie i bawi się z Tymkiem - małym goldenem z Fundacji. Mam nadzieję, że da mu wycisk, a to wpłynie na spalanie zbędnego tłuszczyku.

Bo ja tęsknię. Teraz już jest lepiej, ale pierwsze dni były straszne. Wszyscy wypytują o Igora i mówią, że pusto się bez niego u mnie zrobiło... Tymczasem ja nadrabiam zaległości, które narobiły się przez wakacje, bo terminy gonią. I staram się nie roztkliwiać.

23:02, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 września 2007
Francuskie pieski

W Paryżu nie spotkałam ani jednego psa asystującego. Jednak byłam zdumiona, gdy na psa natknęłam się w jednej z aptek. Był to mały, zabawny piesek, podobny nieco do buldoga. Nazywał się Hektor, miał swoją piłeczkę, którą bawił się z klientami. Wszyscy w okolicy go znali i dla nikogo nie było dziwne, że Hektor przebywa w aptece. Innego psa widziałam śpiącego na wystawie biura nieruchomości. Psy towarzyszą też żebrakom. 

I chociaż czytałam, że w Paryżu jest sporo piesków, mało ich spotkałam. A te, które widziałam, nie wyglądały na specjalnie wybredne... Ot, takie zwyczajne, chociaż francuskie, pieski.  

00:22, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (5) »
Smutny powrót

Wróciłam do domu sama. Niestety, Igor musiał zostać w Brzeźnicy, bo u nas za bardzo przytył. Jest odchudzany. Razem będziemy dopiero za miesiąc. Najprawdopodobniej.

Smutno mi bez niego i pusto. Bardzo przeżywam to rozstanie. Czekam na mojego Blondyna i tęsknię.

00:04, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 września 2007
Prawie spakowani

Jutro razem z Anią, Kubą i Gabrysiem zawozimy Igora do Brzeźnicy - w Fundacji Igor spędzi tydzień, trochę będzie się uczył, a trochę relaksował i bawił z innymi psami. Ma już spakowaną siateczkę, a w niej piłeczkę, misie, szminkę do podnoszenia, szczotkę oraz dwie kości do czyszczenia ząbków. Taki jego dobytek.

Natomiast ja mam spakowaną walizę. Rozstaję się z Królewiczem, by ruszyć w Podróż Mojego Życia. 

To tylko tydzień, ale będę tęsknić. Myślę, że on też. 

20:43, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (5) »
wtorek, 11 września 2007
II zmiana

Kiedy pracuję rano, Igor zazwyczaj śpi. Jest strasznym śpiochem i dziwnie się na mnie patrzy, gdy wstaję wcześniej niż o 10. Do tej godziny Igor jest nieprzytomny - zmienia boczki, mlaska przez sen i (również przez sen)... puszcza bąki. Później idzie z Tatą i Fuksiem na spacer. Moja I zmiana szybko mu więc leci. Gorzej, gdy mam na popołudnie. Wówczas, pomiędzy drzemkami Igor siada obok mnie i patrzy na mnie z miną pt.: "Dlaczego się nie bawimy? Może coś przekąsimy? Może coś przyniosę, podam, hm? Nie trać czasu na głupoty!". Kiedy nie odpowiadam na jego zaczepki, idzie do Mojej mamy i towarzyszy jej w: jedzeniu obiadu, jedzeniu kolacji i jedzeniu czegokolwiek. To jego ulubione zajęcie, bo a nuż coś spadnie na podłogę? Razem też się wygłupiają, gonią i robią masę hałasu. Igor jest bardzo zawiedziony, gdy Mama nie ma dla niego czasu. Poza tym, gdy pracuję, Królewicz szuka, co mógłby mi przynieść. I tak zostałam wielokrotnie obdarowana butem, kapciem mojej Mamy, raz pilotem z pokoju Rodziców. Natomiast nagminnie Igor kradnie mojej mamie ubrania, gdy ta wrzuca je do pralki i znosi mi różne części garderoby, głównie bieliznę... Ostatnio dorwał różowy kocyk i biegał z nim po mieszkaniu:

kocyk

Żeby wszystko było jasne dodam, że pracuję w domu.

Gdy kończę, Igor wie, że oto wyczekana pora na kolację, ćwiczenia i zabawę jego ulubioną piłeczką.

00:06, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 września 2007
Zmiana skórki
Dziękuję wszystkim za sygnały, że tekst na blogu jest nieczytelny. Czy teraz widać notki? Czekam na komentarze, jak Wam się podoba nowy wygląd naszego bloga.
23:34, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (2) »
Z krainy deszczowców

Leje i wieje, więc nie chodzimy na spacery na łąkę. Wczoraj, gdy była lepsza pogoda, pracowałam na popołudnie i też nigdzie nie wyskoczyliśmy. Natomiast dzisiaj po mszy Igor i nasz kumpel Krzyś czekali na mnie pod kościołem, by razem wybrać się na polanę. Niestety, zaczęło padać i nic z hulanek Królewicza nie wyszło. 

Podczas deszczowych popołudni ćwiczymy - ostatnio przede wszystkim odróżnianie telefonu od pilota oraz mojej lewej nogi od prawej (na komendę: "popraw" Igor poprawia którąkolwiek). Zaś dzisiaj mój kuzyn Bartek kręcił filmiki z nami w rolach głównych. Ukazują one jak Igor pięknie waruje, siada, daje łapę, przynosi telefon, poprawia nogę i wyciąga z szafki moje witaminy. Na jednym pokazyjemy, jak pracujemy z klikerem. Było pysznie :). 

Oczywiście nie obyło się bez tulaszek (Igor jest strasznym pieszczochem, im bardziej kogoś lubi, tym bardziej pakuje się na kolana). Bartek był więc cały biały z sierści...

 Oto ich wspólna fotka:

bartek   

00:24, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (4) »
piątek, 07 września 2007
Rozejm

Jak było powiedziane - Łatko nie zapałał sympatią do Igora. Po jego przyjeździe całe dnie spędzał na dworze. Wieczorem czekał na parkingu, aż moja Mama przyjedzie z pracy. Do domu musiała go przynosić na rękach. Spał w ukryciu i ciągle się czaił. Mój pokój - w którym dotychczas sypiał - omijał szerokim łukiem. Obraził się na śmierć.

Wielkim sprawdzianem była pierwsza wyprawa na wieś - Łatko musiał przyjąć do wiadomości, że będzie przebywał ze swoim nowym, wielkim kolegą w jedynym samochodzie. Dodam, że na wieś jeździmy z całym zwierzyńcem. Wygląda to tak: ja z Tatą z przodu, Mama, Fuksiu i Łatko w szelkach z tyłu, a Igor w bagażniku. Konieczna jest więc przyczepka - inaczej się nie mieścimy. Na drodze budzimy sensację, bo kto normalny jeździ z dwoma psami i kotem na smyczy? Panie w częstochowskim McDonaldzie już nas znają, gdyż Łatko wraz z moim Tatą zamawia jedzonko w McDrivie. Ale do rzeczy. Łatko przez całą drogę zaglądał z trwogą, czy aby Igor nie przełazi do nich, by go pożreć. Natomiast Igor zachował wyjątkową powagę i nie zareagował nawet na zapach frytek.

Ta podróż uświadomiła Łatkowi, że Igor nie czyha na jego życie. Uspokoił się do tego stopnia, że był w stanie spać na fotelu, przy którym Igor leżał.

Jednak prawdziwy przełom nastąpił dwa dni temu - Łatek przedefilował przed nosem mojego asystenta i wskoczył do mnie na łóżko. Wczoraj leżakowaliśmy już w trójkę, a dzisiaj wspólnie spędziliśmy popołudnie. Łatka drażnił nieco hałas, jaki robiliśmy z Igorem ćwicząc, ale zniósł to dzielnie.

Miłość to nie jest, ale rozejm na pewno:).  

23:33, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (4) »
czwartek, 06 września 2007
Jak to z nami było...

...czyli wpis, który powinien być na początku.

O psie asystencie marzyłam od dawna, jednak takowy był bardzo drogi. Pewnego dnia znalazłam w internecie Fundację Alteri i od tego momentu moje marzenie zaczęło przybierać realne kształty. Kiedy pierwszy raz pojechałam na Alterowskie Spotkanie Integracyjne, byłam zachwycona - atmosferą, ludźmi, którzy poświęcali swój czas na szkolenie psów dla osób takich jak ja oraz samymi psami. Tam poznałam Alturę - wyjątkowego bouviera o czułym sercu.

Oto nasze wspólne zdjęcie:

altura

Przypadłyśmy sobie do gustu i Altura zawitała u mnie w domu. Jednak nie potrafiła żyć w zgodzie z moim kotem i z naszej współpracy nic niestety nie wyszło.

Igor przyjechał do mnie po raz pierwszy z Jackiem - instruktorem Alteri. Razem mieliśmy jechać do Ośrodka Szkoleniowego w Brzeźnicy. Jako, że mój elektryk zajął pół samochodu, Igor musiał jechać u mnie w nogach. Nie był zachwycony:

auto

Nie podejrzewałam, że Igor trafi do mnie - myślałam o suczce, bo Fuksiu prędzej by zaakceptował suczkę niż psa. Z czasem jednak okazało się, że Igor jest dla mnie idealny - spokojny, radosny, pieszczoch, prawdziwa "uklejka" jak to mawia Jacek. Jeździłam co jakiś czas do Brzeźnicy, by poćwiczyć z Igorem i się z nim poznać. Pod koniec maja odbyła się wizyta próbna u mnie. Łatek, który doskonale pamiętał Alturę i to, jak się w niego wgapiała, natychmiast wyniósł się do ogródka. Fuksiu nie był zachwycony, ale jakoś zniósł tę wizytę. Natomiast Igor, mimo zmęczenia podróżą, był bardzo zadowolony, jak to on. Wyczaił jedzenie kota, pożarł je, trochę mi potowarzyszył, a następnie poszedł drzemać. Czuł się jak u siebie.

A tak zdobywałam serce Igora podczas tego spotkania:

jedzonko

27 czerwca Igor przyjechał do mnie na stałe, a ja zachorowałam na zapalenie płuc, ale to już zupełnie inna historia...

Wielkie podziękowania należą się Fundacji (szczególnie Agnieszce) - za poświęcony mi czas, cudowne chwile w Brzeźnicy i spełnienie marzenia - oraz moim Rodzicom, którzy pozwolili mi na trzeciego zwierzaka i razem ze mną podjęli to wyzwanie.  

 

00:19, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 września 2007
Mania noszenia

Dzisiaj mieliśmy ćwiczyć na dworze, ale pogoda nie sprzyjała, więc zostaliśmy w domu. Odwiedziła nas Mała Ania - Igor początkowo był zawiedziony, bo robiłyśmy same nudne rzeczy - gadałyśmy, uczyłyśmy się francuskiego (ha, ha;) i oglądałyśmy serial. Wprawdzie w międzyczasie jadłyśmy chipsy (to Igora baaaaardzo interesuje), ale jako Dobrze Wychowany Rasowy Pies nie dostał ani jednego. Rozpromienił się, gdy postanowiłam zaprezentować Małej Ani, jak poprawia mi nogę. Wygląda to mniej więcej tak: mam nogę na nogę i na komendę "noga" Ajk (tak mówimy w skrócie na Igora) ściąga mi ją powoli na dół (chwyta mnie za skarpetkę). Na koniec na komendę "popraw" ustawia ładnie (mniej lub bardziej) nogę i jest git. Bardzo to lubi. Muszę się pochwalić, że sama go tego nauczyłam za pomocą klikera (o klikerze innym razem). Poza tym przy Ani ćwiczyliśmy podnoszenie gazety. Unoszenie papierowych rzeczy ciągle musimy szkolić, bo Ajk lubi je drzeć (i na przykład książki przynosił mi na początku na raty: najpierw okładka, potem pierwsza strona itd.). Na zakończenie wizyty Ani odbyły się tulaszki (w fazie końcowej Ania z Igorem tarzali się po podłodze).

Natomiast po powrocie mojej Mamy Igor dostał manii noszenia - moja Mama podawała mu różne rzeczy, a on mi je przynosił. Kursował między pokojami jak torpeda i po chwili byłam zasypana przedmiotami (począwszy od części garderoby a skończywszy na zegarku i kopertach). Oczywiście robił to wszystko na komendę. Do tego stopnia się rozochocił, że skracał sobie drogę i biegał przez rozłożony tapczan :).

Fuksiu (mój kundelek) i Łatko (mój kot) patrzyli na niego jakby postradał zmysły (mieli dobry punkt obserwacyjny między pokojami).

A oto fotka z dzisiejszego popołudnia (dziękujemy Aniu za opiekę) - o ile uda mi się ją wrzucić...

ania

00:46, blondyn_i_blondyna83
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2